Róża
Jest to opowieść o dziewczynce o imieniu Róża, której wychowaniem zajmowali się dziadkowie. Co noc dziadek opowiadał jej fantastyczne historie. Najbardziej podobała się dziewczynce bajka o malutkich skrzatach, mieszkających pod ziemią. Jej marzeniem było spotkać takie istoty. Pewnego dnia Róża wybrała się do piwnicy, choć wiedziała, że było to surowo zakazane przez dziadka. Znalazła tam piękną, złotą busolę, która mogła być kluczem do pewnych drzwi. Nagle wydarzylo się coś bardzo dziwnego... Róża niechcący nacisnęła tylko delikatnie na przycisk busoli i zniknęła.
Dziewczyna trafiła w wirującą otchłań i od razu rozpoznała miejsca, które wielokrotnie występowały w jej ulubionej bajce. Nagle znalazła się w olbrzymim labiryncie, którego musiała pokonać, aby spotakać się ze skrzatami. Pierwszym zadaniem było pokonanie wielkiego pająka, a potem walka z wielkimi owadami. Dzielnej i walecznej Róży udało się jednak przezwyciężyć wrogów. Trafiła ona do podziemnego miasta miniaturowych elfów, poznała księcia Simsulina i mieszkańców tej pięknej krainy. Coś stało jednak na przeszkodzie tej pięknej wyprawy... Róża znowu znalazła się w wirującej przestrzeni i obudziła się w domu.
Karolina Kalicka, kl. VId
Krol cybernetyk
Król Z21C był cybernetykiem. Lubił on bowiem wszystko, co elektroniczne i kolekcjonował maszyny myślące. Kamienie, którymi wyłożony był bruk miejski, same mówiły i przypominały przechodniom, żeby się o nie nie potknąć. Słupy uprzedzały wyższe pojazdy, żeby nie zostały one porażone prądem.
Król ten miał jednak pewną wadę, lubił bowiem przeszkadzać ludziom. Odwiedzał on gospodarstwa rolne i zadręczał ludzi pytaniami o to, dlaczego krowa jest w łatki a nie w kropki i ile much należy nałapać na zupę. Ludzie byli już bardzo zmęczeni zachowaniem ciekawskiego króla i jak tylko wchodził on do czyjegoś domu, szczuto go cyberpsami, cyberkrólikami, a nawet cyberżółwiami. Król miał
już dość mieszkańców, tak samo zresztą jak oni jego. Postanowił więc spakować swój zamek i resztę cyberwynakazków do walizki i odleciał przy pomocy odlotowych butów na Marsa. Król nie przestawał męczyć i tam ludzi. Został tak bardzo znienawidzony przez Marsjan, że postanowili oni zamknąć go w akwarium z rybkami. Pomimo wielkich starań, król Z21C nie był jednak w stanie wynaleźć koła ratunkowego i w końcu utonął. Tak zakończył swój żywot wielki krol cybernetyk...
Monika Zawistowska, kl. VId
Serce Messyki
Gdy tylko Afmas się obudził, spojrzał na zegarek. Z paniką stwierdził, że jest za dwadzieścia ósma, więc nie zdąży tradycyjnymi środkami transportu, pójść do sklepu i na ósmą być w szkole. Błyskawicznie ubrał się więc i przymocował sobie
do łopatek nowe, sztuczne skrzydła. W biegu złapał plecak i pieniądze, a następnie wystartował.
"Nie lecę dostatecznie szybko!" - pomyślał i założył własnoręcznie zrobione rękawice z energytu, oczywiście, reagującego napędowo na przemieszczanie się. Przyśpieszenie było znaczne, dzięki czemu w ciągu pół minuty był w sklepie. Kupił energię (100ml) o smaku cynamonowym i jedzenie dla swej ulterańskiej jaszczurki, przypominajócej małego ziemskiego smoka.
Akurat zdążył na lekcję historii Messyki, nowej planety Ziemian i Ulteran.
Ci kosmici to małe istoty człekopodobne o bladoniebieskiej cerze, dwóch ogonach podobnych do jaszczurczych i trojgu oczach (jedno z przodu głowy i dwoje po bokach). We wszystkim innym przypominały człowieka, z jednym wyjątkiem: Ulteranie byli silnie namagnetyzowani, dzięki czemu potrafili przyciągać i odpychać różne przedmioty, a także lewitować. Byli też niżsi od człowieka, osiągali oni bowiem wysość dwóch metrów, podczas gdy ci ostatni maksymalnie trzy.
- Dzień dobry dzieci! - przywitała się wychowawczyni, wysoka Ziemianka o blond włosach.
- Dzień dobry, proszę pani! - odpowiedziała klasa przy akompaniamencie pomruków oburzenia wydawanych przez większość uczniów uważających, że w wieku 14 lat już nie jest się dzieckiem.
- Dziś jest, jak wiecie, nasza druga lekcja - zaczęła pani - i będziemy omawiać historię ludzi od opuszczenia Ziemi aż do przyjścia na Messykę. Ludzie z powodu Słońca, które starzejąc się, pęczniało i ocieplało klimat, opuścili "Niebieska Planetę" i udali się na
Marsa w około 40 000 roku n.e.. Podczas dość krótkiego pobytu na tej planecie, Układ Słoneczny wymieszał się z innym, z Ulterem zamieszkanym przez ...
- Ulteran - wpadł jej w słowo Nennuk, najlepszy przyjaciel Afmasa.
- Bardzo dobrze- odpowiedziała pani - Planety wpadły więc w ruch ósemkowy dookoła obydwu gwiazd, a Mars i Ulter na podobną orbitę, lecz ten ostatni był młodszy, w związku z czym krążył szybciej...
- I obie planety musiały się zderzyć! - dokończył Afmas.
- Co uczeni szybko przewidzieli i 10 stycznia 45 015 r. o 17:28 nastąpiło spektakularne zderzenie!!! Na szczęście obydwa ludy były już na Messyce. Z pozostałości Marsa i Ultera powstała planeta
Tesr, jak również Mar-Ult i księżyc Messyki. O! Już dzwonek! Przerwa!
Dzień w szkole upłynął bardzo dobrze, z wyjątkiem 3+ z ulterskiego, w którym Afmas zwykle dostawał same piątki.
Sobota. Dziś jak zwykle Afmas poszedł o świcie na obóz harcerski. A raczej poleciał.
- Dzień dobry wszystkim! - rozpoczął swą przemowę drużynowy. - Dziś będzie niezapowiedziany sprawdzian z orientowania się w terenie! Ci, którzy zdadzą, będą mogli zgłosić swą kandydaturę na zastępowego! No, już wyjaśniam: założycie te opaski na oczy (same odpadną pół godzinie) i te buty, które uniemożliwią wam zatrzymywanie się i zmierzanie w wiadomym kierunku (tzn. same będą skręcać)! Zdezaktywują się one również po pół godzinie. Macie wrócić do obozu przed 17:30! Jeżeli wam się to nie uda, buty was tu zteleportują! No, w drogę harcerze!!!
Buum! Afmas spadł w dół i natychmiast sprawdzianowy sprzęt się zdezaktywował. Rozejrzał się po okolicy- znajdował się w rowie, który miał ok. 7 metrów głębokości. Nie było mowy o wydostaniu się.
Przez wylot chłopiec dojrzał nieznaną mu część lasu, po czym znów spojrzał na ściany wyrwy i - co za szczęście! - dostrzegł w jednej z nich ciasny tunel, do którego wczołgał się bez namysłu. Po chwili ów tunel przeobraził się w prawdziwą podziemną aleję z wyrzeźbionymi ścianami, na które Afmas jednak nie zwrócił uwagi, zwłaszcza, że było tam ciemno.
Mijały godziny. Afmas przy rozwidleniach niemal zawsze wybierał prawą stronę, a każda minuta zdawała się być wiecznością.
Zbliżała się siedemnasta, gdy chłopiec stanął przed dziwnym rozwidleniem: prawa odnoga wiodła w dół, skąd biło czerwone i niebieskie światło, i skąd rozbrzmiewały pijane śmiechy oraz uderzenia kilofów o kamień. Lewa zaś była ścieżką długą, wiodącą w górę i prowadzącą niewątpliwie na powierzchnię. Afmas bez wahania wybrał lewą odnogę i po paru minutach utonął w świetle dziennym, jednakże postanowił zapamiętać to miejsce i wrócić tu później, aby rozwiązać zagadkę pijanych śmiechów.
Znalazł się jednak w dobrze mu znanej części lasu, dzięki czemu szybko dotarł do obozu.
- Moje gratulacje Afmasie! Jesteś trzecim tu przybyłym! No, a teraz, pomóż mi przygotować obóz! - powiedział drużynowy, wychodząc na spotkanie chłopca.
- Na co musimy przygotować obóz? - zaciekawił się Afmas.
- To niespodzianka - odparł tajemniczo drużynowy Mehsik.
O osiemnastej, gdy już wszyscy się zgromadzili wokół ogniska, Mehsik kazał im spojrzeć w górę, w stronę Kirry, pierwotnego słońca Messyki.
- Zaćmienie Kirry! - zakrzyknęli jednogłośnie harcerze.
- Jeszcze trochę, już niedaleko!!! - zawołał 15 letni zastępowy Afmas.
Od ostatnich wydarzeń minęło pół roku, a nasz bohater wyruszył ze swym zastępem zbadać tajemnicę prawej odnogi. Właśnie w nią wkroczyli, a zaraz ukazał im się ogromna sala z gigantycznym kryształem, złożonym w większości z czystej energii, lewitującym w jej środku. Afmas po chwili zarządził założenie obozu dookoła owego, świecącego obiektu.
Nazajutrz, godzinę po śniadaniu, zapowiedziana dudniącymi krokami, zjawiła się grupka niskich, czerwonych ludzi.
- Messycjanie.- szepnął Afmas z przerażeniem, ponieważ z kilku nieoficjalnych źródeł dowiedział się, że wbrew powszechnemu przekonaniu, zamieszkiwali oni Messykę przed przybyciem ludzi i Ulteran. W epoce kolonizacji ludzkie służby specjalne musiały ich usunąć z powodu niezwykle wrogiej postawy.
Przygotował więc natychmiast harcerzy do obrony, uzbrajając ich w energytowe drągi.
- Zniszczyć ludzi i Serce Messyki! - rozległy się ochrypłe głosy Messycjan.
"Serce Messyki! Jeśli je zniszczą, zginie Messyka wraz z ludźmi i Ulteranami!" - pomyślał Afmas. Messycjanie ruszyli biegiem, wymachując śmiercionośnymi kilofami.
Harcerze ustawili się w linii, trzymając swe drągi na wzór włóczników. Buuum!!! Pierwsza linia Messycjan padła nieprzytomna. Teraz rozpoczęła się prawdziwa bitwa. Przerażony Afmas, walcząc widział, jak jego podopieczni są powalani na ziemię przez Messycjan i dwoił się i troił, aby nie mogli dobić jego towarzyszy. Po dłuższej chwili zmęczony Afmas zadał unieprzytomniający cios ostatniemu Messycjaninowi, spojrzał w stronę obozu i natychmiast zbladł - dowódca tubylców przygotowywał się do zniszczenia Serca Messyki!!! Ostatkiem sił rzucił swój drąg.
Trafiony celnie bandyta padł na ziemię. Zaraz też związał Messycjan. A gdy zbliżył się do ich herszta, rozpłakał się: Messycjanin był martwy. Afmas zabił inteligentną istotę! Pochował go, po czym obandażował dwóch rannych towarzyszy, a Messycjan oddał policji. Następnego dnia zastęp Amasa został bohaterem narodowym.
Dominik Przeniosło, kl. VId
List do Xertesa
Ulrikburg,21 morg, 2357
Drogi Xertesie!
Gdybyś wiedział co dzieje się na naszej planecie Ziemi! Podejrzewałam, że kiedyś musiało do tego dojść. Na skutek zanieczyszczenia środowiska warstwa ozonowa, została już kompletnie przedziurawiona w niektórych miejscach. Wszyscy pamiętają, że przez tyle lat ekolodzy bili na alarm, gdy natura znikała. Nic więc dziwnego, że niektórzy uważają, że człowiek sam sobie zasłużył na to, że już połowa ludzi zapomniała co to jest natura, szumiący las, śpiewające w nim ptaki. Nawet owoce i warzywa zostały zamienione na sztuczne pigułki i mało kto pamięta ich soczysty i wspaniały smak. O tym, do jakiego stopnia ludzie spragnieni są kontaktu z przyrodą, świadczy fakt, że firma
Cedron oferuje godzinę pobytu w wirtualnym lesie za 1500 dikseli. I wyobraź sobie, że chętnych nie brakuje. Naprawdę, wynalazki człowieka nigdy nie zastąpią produktów naturalnych. Zamiast samochodów, istnieją latające spodki na wodór, dzięki którym można swobodnie odwiedzać znajomych na odległej planecie. Są lewitujące materace, dzięki którym można umieścić dziesięć łóżek w jednym pokoju. W jednym z holenderskich szpitali, stworzono robota, który miał jedynie ludzki mózg. Niedawno NASA wysłała chłodzące satelity, aby zapobiedz ociepleniu klimatu. Nasz nowy sąsiad, pan Bral, nielegalnie sklonował w piwnicy żonę. Teraz biedak, całymi dniami wysłuchuje kłótni o to, która z nich jest prawdziwa. Mało kto wiedział, że ozon chronił nas nie tylko przed szkodliwym promieniowaniem słonecznym, które dzisiaj uśmierca co piątą osobę, lecz także przed szpiegami sąsiednich planet, którzy jeszcze sto lat temu naiwnie wierzyli, że nasza planeta jest mało interesującą, niewartą bliższego zbadania, jedną z wielu
planet układu słonecznego. Niestety, gdy tylko król Rimoringów, Astanemon XI dowiedział się o istnieniu ,,nowej'' planety, położonej kilka wieków świetlnych od jego galaktyki, natychmiast zażądał, aby ją podbito i dorzucono do jego zdobyczy. Król ten jednak szybko umarł na nieznaną chorobę, nie wyznaczając żadnego następcy. Wtedy, jego trzej generałowie walczący o władzę, wybrali sobie Ziemię za pole walki. Czy wyobrażasz sobie, do jakich spustoszeń doprowadziło to na naszej planecie? Życie na Ziemi stało się nie do zniesienia. Nie zdziwi Cię więc fakt, że coraz poważniej myślę o zamieszkaniu z Tobą na Marsie. Napisz, co myślisz o mojej propozycji.



